niedziela, 14 lutego 2010

Zima!! El invierno!!

Zima w pizdu drodzy Państwo! Dlatego zapraszam na parę foteczek żywcem z parku:)

Chupacabra Jacek. Legenda brynowskich parków. Leśny j*b*k*!




Się wszyscy patrzą...


Można nawet se popływać...

albo puścić z dymem coś...

popatrzeć na sikoreczki...



i szybko! lada moment się może skończyć!

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Witam serdecznie, noworocznie, poświątecznie wszystkich czytaczy mojego bloga!:)

Mamy już 12 dzień stycznia, choć ledwo co się tu wszystko zaczynało. Kolejny rok postanowił nie czekać i już pędzi. A my w nim, razem z nim, MMX.
Święta przyniosły wiele dobrych chwil. Gdyby nie było Bożego Narodzenia, całej historii z małym Jezuskiem, trzema królami i pastuchami, to trzeba by wymyślić to święto. W radio mówili, że to zima, koniec roku i aż samemu się człowiekowi ciśnie, żeby wyjść do innych ludzi i w jakiejś bliskości to przeżyć, przeżyć jakoś własne człowieczeństwo. Jakoś się udało odrzucić tę gonitwę, choć mama nie popuszczała, że to, tamto, siamto musi być zrobione. Daliśmy radę, choć z domu nas już niestety ubywa:)

Elegancko zasiedliśmy za stołem, łamiąc się przedtem białym chlebem i składając sobie życzenia. Tak... Te pieprzone życzenia! Co roku takie same! Co roku, że "życzę Ci sukcesów na studiach", "zdrowia", "najlepszego Wujku" i co to tam se jeszcze nie wymyślicie, wrogowie życzeń świątecznych. Kiedyś też nie lubiłem tego momentu.
Mam jednak ten komfort i szczęście, że urodziłem się w domu B. I jak teraz mówię "kocham", to nie jest to już wymuszone w jakiś sposób, grzecznościowe. Mam tu swoich najbliższych, twarze o podobnych rysach, które opowiadają w jakiś sposób także moją historię. I nie nudzi mnie już, że co rok im życzę zdrowia, szczęścia czy poczucia spełnienia. Wiem co do nich czuję i wiem czego im życzę. Wspólnie budujemy coś wielkiego, jakoś to do mnie wreszcie dotarło. I nie boję się już patrzeć im w oczy. I uwielbiam kakao na werandzie, zwłaszcza jak jest choinka. Hehe, brak tu tylko Kupichy lecącego "Mój dooom...".

Za oknami porządna zima, dużo tego wokół czego ostatnim zimom brakowało. Preparacja do sesji się dziś oficjalnie rozpoczęła pobytem w czytelni i zaznajamianiem się z Fenomenologią religii. Mam więc kolejne cele i nowe marzenia hehe.
Pozostało mi już tylko zaprosić do obejrzenia paru zdjęć, które od listopada udało się zrobić.
Mam nadzieję, że się spodobają:)

OOO! A KTÓŻ TO?

Tak jest drodzy Państwo! Raz do roku zdarza się taki dzień, kiedy słynni raperzy udają się do domów dziecka, ochronek itp, by obdarować prezentami małych milusińskich z rodzin zagrożonych patologią.

Raperzy są jacy są. Ważne że dzieci są zadowolone.

I te mniejsze...




... i te większe!







Postanowiłem również utworzyć alfabet krakowski. Za każdym razem wrzucić parę zdjęć, charakterystycznych dla miasta moich studiów, by ukazać je moimi oczami.

Dzisiejszą notkę sponsoruje literka "K", jak Kraków.





"K" jak Kuzyn! Towarzysz paru dobrych spacerów po mieście i współpomysłodawca ucieczek z zajęć!

"K" jak kac Piotrka z łóżka obok.

"K" jak kanapka (studencka bo się uśmiecha i ser z biedronki; hinduska bo ma kropę na czole).

"K" jak eee... kościół:D Jest to Skałka, tuż zaraz obok Wisły i Mostu Grunwaldzkiego i źródełka ze świętą wodą jadącą jajem!

"K" jak "kurde cicho", czyli Psotka, która rozrabia pod moim balkonem od rana.

I na koniec "k" jak komin. Przy Bonarce dla dokładności,za oknem, świeci jak wieża Eiffela.



Tomaszkiewicz prosiła, żeby zapalić świeczuchę i dokończyć modlitwę tej, która odeszła.
Choć staram się pamiętać o śmierci, tym razem mnie zaskoczyła. I zawróciła kolejną z powrotem w objęcia Matki Ziemi. "Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność niepewna".
Pewność mam co do tego, że czeka to każdego z nas. I napełnia mnie to trochę niepewnością, że sens tego wszystkiego, to tylko ten proch.
Jednocześnie czegoś ta śmierć mnie uczy i o czymś mi przypomniała- o życiu. Parafrazując łacińską sentencję- Śmierć nauczycielką życia jest. Z tego lepiej nie iść na wagary.

Pomimo wszystko, mam takie przeczucie, że jakaś Jej cząstka jest na nowej drodze Życia.
Najlepszego i do zobaczenia mam nadzieję!

wtorek, 27 października 2009

Jak nie dziś, to jutro

Dobry wieczór!
Po licznych problemach, niejasnościach, oraz po licznych aresztowaniach, blog wznawia swoją działalność. Południe nigdy nie sądziło, że kiedykolwiek znów usłyszy ten głos.
Tym większe zdziwienie u tych, którzy przestali wierzyć w Diabła, którzy wsadzili go między bajki i wydaje im się, że miłosierdzie boskiej energii nie może pozwolić, aby potępiono tych, którzy zwątpili, bo nie rozumieli do końca.
Na przekór wszystkim, na przekór samemu sobie- kolejny krok w otchłań tajemnic Przyjaciela Wesołego Diabła. Szczeniaka Szlaku, a jednocześnie Wilka Morskiego.
Tajemnic zakurzonych, o chropowatych krawędziach, niekoniecznie o krwi, pocie, spermie i łzach. Otoczonych mgłą ciszy. I trochę śmierdzi.
Jadę.

Haka Ciulaka Made in Poland. Salwator Juvenia.













Nienawidzić i strzelać.












Ludzie żyją krótko. Napisał se księgę 500 lat temu, a pewnie od 450 żyje z robaczkami w symbiozie. Opactwo Tynieckie.
























Ten się nie bał i stał cały czas, patrzył jak pies i nawet nie drygnął.

















OLIOS Kielce 2009. Czasem się zastaniam, kto tu jest niedorozwinięty, czy w ogóle ktoś jest. Bo Chyba wszyscy. "Zdrowi" hodowcy kompleksów i "chorzy", którzy albo nie zdają sobie sprawy, albo naoglądali się Peji i słuchają JP-owców.















































I przygoda z wolontariatem. Nieoficjalny lider grupy ds. zabezpieczenia terenu i infrastruktury hehe (a mówią, że po religioznawstwie nie ma roboty). Wtedy fajnie, teraz jakoś dziwnie.
































"One piją pod browar, jak nie ma k.... popity"!












































Piaseczny, ten z TV, ten trzeci co za wszystko odpowiada.





















Kingas Cru.
































Następnym razem wjadę porządnie. Jak nie dziś to jutro.

środa, 20 maja 2009

Czas leci...

...a my jak małe dzieci! Leci ten czas jak porąbany, tak że człowiek go traci, nawet nie wie kiedy ani gdzie. Pomimo to, dużo na robienie zdjęć i ich publikowanie na pewno nie tracę;) Dlatego motywem przewodnim obecnie zamieszczanych zdjęć będzie kilka świeżych tudzież ze 2, gdzie jeszcze wyglądam całkiem młodo;) Wielki Post się skończył niedawno hehe, tak więc można hulać, wracać radiowozami do domu, odzianym skąpiej niż ze 2 miechy temu, bo temperaturka już trochę daję w pupcię. Decyzje życiowe też ludzie podejmują chętniej (ale zdjęć nie dam, bo prawie płakałem;) Eee co tam jeszcze powiem ciekawego? Czekam na wakacje, bo jakoś ostatnio nie mam weny do nauki hihiii.

Miasto jedno na sto.


























Miasto drugie na sto. Wawel wiosną, warto zapamiętać.


























Kopiec Kościuszki, łatwo zapamiętać chyba.





















Juwenalia 2009, Korowód na rynek marsz itd (żeby ktoś nie pomyślał, że parada geja)
































Już dawno przestałem wierzyć w Bukę, a tu jeb! Wszyscy robili w baty!


























I tu znów korowód + "Ramiona Śmierci" (na dole czułem się gorzej niż u góry, a u góry de facto nie byłem...)





















I na koniec pytanie konkursowe!
Gdzie są zrobione te zdjęcia?
Odpowiedzi przyjmuję drzwiami i oknami, jak komuś mówiłem to się nie liczy.


























Jak ktoś tu dotarł na koniec, to chciałem serdecznie podziękować za uwagę! Piona Wam wszystkim Anioły i demony. Z racji, że sesja itd itp niewiadomka kiedy następna notka i fotka. Ale jakby ktoś miał okazję spróbować łazić po dachach to polecam, zabawa przednia jak za małolata.

Dobrze jest jak jest dobrze, ale każdy z nas powinien się starać mieć jak najlepiej!

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Po 4 miesiącach...

Nadeszła pora na noworoczne życzenia, żeby wszystkim nam się dobrze żyło. A w prezencie- filmik co miał być te 4 miesiące temu.
W Małopolsce znękanej zaborami zimno, śniegu wreszcie nasmerfowało fajnie, ale montując ten filmik trochę mi nastrój na zimowe pogaduchy przy kominku opadł..
Najlepszego wszystkim ziomusie!:)